czwartek, 31 października 2013

Chapter 2

-o co ci chodzi?-spytałam,po czym wyrwałam się z jego uścisku,by zobaczyć jego twarz,dłonią dotknęłam jego policzka,a wtedy zobaczyłam jego twarz-Justin-szepnęłam odwracając zwrok,przy czym spuszczając swoją dłoń z jego policzka
-przyszłem,bo...-nie do kończył, bo mu nie pozwoliłam
-chcesz,żebym cię przeprosiła,nie musiałeś się fatygować,bo i tak nie ma zamiaru tego robić-powiedziałam,po czym odeszłam,nie miałam zamiaru go przepraszać,chociaż wiem,że zrobiłam,źle,ale taka już jestem,zimna,nie lubie słów typu"kocham cię",bo ich nie usłyszałam od mamy ani taty,kiedy tego potrzebowałam,ciągle są zajęci pracą,kiedy chcą czegoś to tylko,musisz być dobrą córką z dobrego domu-a zresztą-wysyczałam,postanowiłam odszukać przyjaciółkę,gdyż chciałam iść już do domu,bo źle się czuje,co ja się oszukuje,uciekam jak tchórz,bo wiem,że Justin jest w pobliżu,nagle ujrzałam tańczącą Jasmin z jakimś chłopakiem,podeszłam do niej,dotykając jedną dłonią jej pleców,tak aby się odwróciła-hej chce już wracać niezbyt dobrze się czuje-zacząłam,a na jej twarzy ujrzałam grymas,widać było,że dobrze się bawi-ty możesz zostać,tylko daj mi klucze-uśmiechnęłam się,a ona to odwzajemniła
-masz,dzięki-wyszeptała mi,pożegnałam się z nią i ruszyłam do wyjścia,powinnam się dobrze się bawić,jak zawsze,a dzisiaj nie potrafie,córką też nie potrafie być,to co ja potrafie?
Szłam uliczką,gdy nagle zauważyłam,że jedzie za mną biały samochód,zaczęłam iść szybciej,modliłam się aby,znaleźć jakąś kamienice i się w niej schować,ale moje modlitwy mi nie pomogły,wiec biegłam jak popażona,w głowie miałam,bit mojego serca,czego nie lubie,puls przyspieszał,kiedy znalazłam się na ślepej uliczce,klnęłam pod nosem,może mnie nie zauważy jak się schowam?,schowałam się za jakąś blaszaną skrzynią,wychyliłam głowe,zobaczyłam ten biały samochód,szybko schowałam głowe,byłam cicho,ale moje serce tak biło,że nie potrafiłam je powstrzymać,pierwszy raz,aż tak się bałam-odjechał-wyszeptałam,gdy nie było,ani śladu białego ferrari,wyszłam z ukrycia rozglądałam się do okoła,ale na ulicach było pusto,ani samochodów ani ludzi,troche się denerwowałam-haha,wiedziałam,że dam radę-powiedziałam sama do siebie,próbowałam się uspokoić,ale stać tu bezczynnie,nic mi nie pomoże,postanowiłam pójść do domu.Szłam już spokojna,ale gdy zauważyłam białe ferrari,zaczęłam biec
-stój,Cassidy,nie uciekaj!-krzyknął,co mnie oszołomiło on zna moje imie?,mój cały strach,który w sobie trzymałam znikł,postanowiłam się odwrócić,ale moim oczom ukazał się Justin Bieber,wyraźnie mu powiedziałam,że go przepraszać nie będę
-a co ulicha tu robisz?!-spytałam zła,podeszłam do niego,jego wzrok,patrzył w przeciwną stronę,chwyciałam go za podbrudek,żeby na mnie spojrzał
-wejdź do samochodu-rozkazał
-nie ma mowy-zaprzyczyłam
-boisz się mnie?-spytał,zaśmiałam się
-daj spokój-odwróciłam się od niego,przypominając sobie,jak uciekałam przed tym samochodem,nagle chłopak stanął przede mną
-więc dlaczego?-spytał
-nie mam ochoty-odwróciłam od niego wzrok
-spójrz na mnie-powiedział spokojnie,westchnęłam-patrze-powiedziałam
-podobam ci się ?-spytał,zaśmiałam się,co za idiota-pytam się,podobam ci się?-spytał ponownie
-tak i nie-powiedział tajemniczo-nie jesteś ekstra,ani super-uśmiechnęłam się
-sprawa jasna-powiedział po chwili
-nie rozumiem-wyszeptałam
-czego nie rozumiesz?-spytał zainteresowany
-o co ci chodzi?-spytałam,ciekawiło mnie to już od początku,musiałam znać jego odpowiedź,o jakieś głupie przepraszam,miałby chodzić za mną?
-chce zostać twoim przyjacielem-powiedział,byłam w szoku
-przyjaciele,serio?-spytałam-podoba mi się-zaśmiałam się,może lepiej się poznamy i jakoś się dogadamy.Postanowiłam z moim przyjacielem,spotkać się jutro,dałam mu swój numer telefonu,by się z nim z kontaktować ,Justin odwiózł mnie do domu,byłam zmęczona więc postanowiłam,wykąpać się i pójść spać.
Rano wstałam z małym kacem,rozejrzałam się po pokoju Jasmin,spała postanowiłam się ubrać.Poszła do łazienki odkręciłam wodę przymyłam twarz,po czym chwytając ręcznik z wieszaka,wytarłam nią twarz,spojrzałam w lustro-musisz nad sobą ciężko popracowałać,moja droga koleżanko-powiedziałam przyglądając się sobie,chwyciłam za puder i nakładałam go sobie na twarz.Wychodząc z łazienki i udając się do salonu,zauważyłam Jasmin,która obżerała się chipsami
-dobrze się bawiłaś?-spytałam,chociaż wiedziałam,że tak
-też mi pytanie,było zajebiście,szkoda,że Bieber mi uciekł-zacząła,zaśmiałam się ona go spotkała?
-naprawde?-spytałam już poważniej
-taaa,pytał o ciebie,a ja mu powiedziałam,że wyszłaś-odpowiedziała,skończyłyśmy temat Biebera,gdyż mój tata nam przerwał rozmowe-odbierz-rzuciła mi mój telefon,skrzywiłam się,po czym nacisnęłam na zieloną słuchwkę
-cześć-zaczełam
-nie moja droga, tak się ze mną nie wita-zaczął,co za cwel znowu to samo,mam dość jestem jego córką,a traktuje mnie jak,jakiegoś pracownika
-witaj ojcze,czemu zawdzięczam ten nagły telefon do mnie?-spytałam,a mój tik w oku skakał na każdy kąt w salonie Jasmin
-już lepiej,chce wiedzieć,kiedy masz zamiar zawitać w domu?-spytał
-nie długo się zjawie-odpowiedziałam
-dobrze,żegnaj-pożegnał się,nie może powiedzieć,to pa córcia,albo yo do potem,tak trudno wyluzować?,u mnie to norma,musiałam się pożegnać z Jasmin,chwyciłam torbę i wyszłam z jej domu,szłam uliczką,wstąpiłam do podmiejskiej toalety,przebrałam się i wyszłam płacąc kobiecie
-wiesz co?-spytała przyglądając się mnie,kobieta-ciągle wychodzisz tu w innych strojach-zaczęłam,postanowiłam ją spławić i iść przed siebie,byłam już blisko domu,gdy białe ferrari zatrzymało się koło mnie,zaśmiałam się -to jeszcze nie czas,by się spotkać-mówiłam
-wiem,ale chciałem cię zobaczyć,pamiętaj,że będe czekał przy tej nowej restauracji o 18-powiedział,po czym odjechał,nie mam ochoty iść do żadnej restauracji,zrobie go w balona,wiem pewno się wkurzy,ale nie tak chce spędzić sobote,chce iść na impreze zabawić się,kiedy weszłam do budynku,przywitał mnie promienny uśmiech mojej małej siostry Juliki,odwzajemniłam uśmiech,szybko zrzyciłam torbę i podbiegłam do niej,biorąc ją na ręce,dałam jej buziaka w policzek,a ona się zaśmiała
-co u mojej Juliki?-spytałam
-ja nie Julka,ja dziewcinka(dziewczynka)-zaśmiałam się
-co robiłaś ?-spytałam,wiem,że ma 2 latka ,ale lubie z nią gadać
-tantanyiooobiberbiberooo-zaczęłam mówić tak szybko,że tylko zrozumiałam,że tańczyła i śpiewała Biebera,nagle do salony weszła moja mama,dama która nic nie mówi,tylko patrzy jak tata daje nam kazania,a jak tata na nią mówi "ty jesteś po to by rodzić dzieci i dziećmi się zajmować",biedna,na jej miejscu dawno bym od niego uciekła,ale ona jest taka opanowana i taka śliczna,Britney ma po niej urodę.
-Cassidy,jak nocowanie u Jasmin?-spytała siadając na kanapie,aww od 3 dni do mnie się nie odzywała,aż to  chore
-dobrze-odpowiedziałam-mamo?-spytałam
-tak?-spytała
-czemu milczysz?,czemu się mu nie postawisz ?-spytałam na raz,jej oczy były zmieszne
-kocham go,a miłość jest najważniejsza,chce cie ostrzedz-zaczęłam szeptać-twój ojciec szuka ci narzeczonego-zaczęłam,mój oddech przyspieszył
-co?!!!!!!-krzyknęłam,nagle tata,pojawił się w salonie,a mama znikła,to jest cholernie chore,nie chce tu być,musze uciec
-moja droga,wdomu się nie krzyczy!-warknął
-czy ty mi szukasz narzeczonego?!-spytałam wściekła
-tak-odpowiedział
-Britney nie musiałeś szukać,czemu mi?!-spytałam,podeszłam do niego bliżej,a słona substancja spłynęła po moim policzku
-bo ona umiała się zakochać,a ty tylko imprezujesz myślałaś,że się nie dowiem ?!,dzisiaj przyjedzie twój narzeczony,kolacja o 18 i masz się pięknie ubrać-wyszedł z salonu,padłam na podłoge zwinęłam się w kłębek,tak nie może być,Justin on będzie czekać,nie chce go oszukać,żałuje,że tak powiedziałam.
17.45 byłam wymalowana,a sukienka którą miałam na sobie,była fioletowa,naprawde piękna
do pokoju weszła moja siostra Britney,uśmiechnęła się blado,odwzajemniłam to
-pięknie wyglądasz-powiedziała,spojrzałam sie w lusterku-taka piękna,tylko na twarzy widać smutek i brak pewności siebie,gdzie ta Cassidy,która lubiała zdenerwować każdego? -spytała,a ja patrzyłam na siebie zwielkim,żalem
-stoi przed tobą,ale jest zagubiona,miałam się spotkać z przyjacielem,ale musze zobaczyć sie z narzeczonym-powiedziałam,a łzy spływały po moim policzku
-zaraz się rozmarzesz-podeszła bliżej i ztarła moje łzy,po czym mocno przytuliła-damy rade-pogłaskała mnie,jestem bez silna Justin mnie znienawidzi,czemu mi zależy ?
-Panienki,wasz ojciec was wzywa do salonu-przyszła pokojówka,po czym odeszła
-jest Taylor?-spytałam siostry
-tak,chodźmy-powiedziała
-nie,on na mnie czeka-spojrzałam w okno,siostra mną szarpnęła
-kto taki?-spytała
-Justin,umówiłam się z nim,a taraz mnie znienawidzi-posmutniałam
-Justin Bieber,kiedy?jak?-pytała,wiedziałam,że ma na bzika na jego punkcie,ale żeby aż tak-chodź potem mi opowiesz-wyszłyśmy z pokoju,zauważyłam,że tata rozmawia z młodym mężczyzną,miał bląd włosy,umięśniąny i z klasą,już mi się nie podobał,zeszłyśmy po schodach
-o to moja córka Cassidy,Cassidy poznaj Liama-wskazał na bląd mężczyzne,wymusiłam sztuczny uśmiech,co on odwzajemnił wszyscy udaliśmy się do jadalni,zasiadłam przy stole,a koło mnie Liam nie wiem czemu,ale brzydziłam się jego obecnością i bliskością
-wiec Liam czym się zajmujesz?-spytała mama
-jestem aktorem-odpowiedział krótko
-skąd znasz mojego tate ?-spytałam,a wszystkie oczy skierowały się w moją stronę
-czy to ma jakieś znaczenie ?-spytał tata z wrednym wyrazem twarzy,czy on kiedykolwiek się uśmiecha?,przywróciłam teatralnie oczami i zaczęłam jeść
-więc-syknął Liam
-więc-syknęłam sarkastycznie,nagle Liam wstanął,po czym klękną nade mną
-czy wyjdziesz za mnie?-spytał,co?!

___________________________________
Mamy drugi rozdział :)


Komentujcie!!!

wtorek, 22 października 2013

Chapter 1

Pik,pik,pik
zrzuciłam budzik,na podłogę sprawiając tym huk i obudzienie całej rodzinki-kurwa-szepnęłam,odkryłam swoje spocone ciało okryte kołdrą ziewnęłam zaspana,po czym wstałam na swoje nogi,zakładając kapcie,pozbierałam biedny budzik z podłogi rzuciłam go do szafy,by nikt go nie znalazł,uśmiechnęłam się,a w głowie miałam jedno-zapowiada się ciekawy dzionek,no tak piątek imprezy,yo!,chwyciłam swoje obciachowe ciuchy,po czym kierując się do znanych mi drzwi,której mam wziąść relaksujący prysznic,chwyciłam za klamkę i weszłam do wnętrza,zamykając za sobą drzwi.Po godzinie wyszłam uczesana ,wymalowana i ubrana,wstąpiłam jeszcze raz do swojego pokoju,wyciągęłam pusty plecak z szafy
 i dres ,który miałam przyszykowany,oraz strój roboczy,dla kelnerki spakowałam wszystko,chwyciłam telefon,przy czym biorąc swój plecak i zeszłam na dół gdzie byli moi rodzice,Britney moja starsza siostra,ma 21lat a wygląda na 17,lol i Julka słodka jedyna normalna,ma 2 latka,dla tego,ją jedyną lubie,nie to żebym nie lubiała Britney,ale jest zbyt dorosła,a jeszcze kocha się w gwiazdkach,kiedyś mówiła mi o jednej Justynie jakaś,nie pamiętam,mniejsza z nią.Usiadłam na swoje miejsce,czekając na śniadanie,moja mama nie gotuje,ani tata,mamy kucharza,który robi pyszne przysmaki,miałam ochote zjeść naleśniki,mniam
-kiedy śniadanie?,śpiesze się-spytałam zirytowana,tata spojrzałam na mnie,był czerwony,chyba nie ma dziś humoru
-już-krzyknął Tom,nasz kucharz,przyniusł talerz,pełen pysznych naleśników z twarogiem,oblizałam się,zjadłam 4 naleśniki
-ojcze?-spytałam o pozwolenie,bym mogła kontynuować,to apsurt,bym musiała się prosić by coś powiedzieć,czasem nie cierpie go
-tak?-spytał i pozwolił mi dokończyć,przywróciłam teatralnie oczami,by tylko nie zauważył,że tak zrobiłam
-moge..-niedokończyłam bo mi przerwał
-zawsze MOGĘ,nie umiesz inaczej mówić?!-spytał zły,a MOGĘ podkręślił twardym tonem-czego chcesz?-spytał spokojniej
-czy mo...,pozwolisz mi nocować u Jasmin?-spytałam
-owszem,możesz-powiedział zadowolony,czy on coś brał?,czasem mam ochote z nim iść na solówkę i zchęcią to zrobie,niech trochę się postarzeje,a zobaczymy kto będzie prosił o pozwolenie do spytania się czegoś,co jest dla mnie ważnę,czyli imprezka
-jestem spakowana więc do jutra-pożegnałam się i wyszłam z tego domu,po czym wstąpiłam do podmiejskiej toalety,przebrałam się i wyszłam z niej płacąc babcie kase za siusiu,dziwie się,że nie zauważyła,że zawsze zmieniam u niej ubiór.Po 10 minutach byłam w restauracji
-jestem szefowo!-krzyknęłam
-spóźnona!-krzyknęła,była za mną,odwróciłam się do niej,była czerwona
-sorry,ale tylko 5 minut,nie ma ruchu-oznajmiłam śmiechem,ale jej nie było do śmiechu
-ostatni raz,a wylatujesz-ostrzegła
-oj nie przesadzaj,mordo ty moja,hahaha-zaśmiałam się,po czym ruszłam do szatni,przebrałam się i brałam się do roboty,11 rano,a ja nie mam humoru,gdy widzę taki ruch,podeszłam do jednego pana,"pytając co chce pan zamówić ?"
-jeszcze się zastanawiam-powiedział i patrzył na menu,noga mi się trzęsła no ile można tak myśleć
-już pan się zastanowił?-spytałam zirytacją
-nie-kutas zaraz pęknę i nie będzie mu miło-myhmm-zaczął nucić sobie pod nosem,poczułam jak,moja żyła na czole pulsuje,wyrwałam z rąk tego starca,menu a z jego ust wydobyło się tylko-ej?!
-zestarzeje się,kiedy pan się zdecyduje-walnęłam w prost
-nie pyskuj-wskazał palcem ostrzegawczym przed moimi oczami
-bo się boje-udawałam wystraszoną
-uważaj bo zostaniesz-zaczął,hahaa on mi grozi?
-uważać to pan musi,bo będę gryźć!!!-krzyknęłam,a wszystkie oczy były wpatrząne na mnie i na tego starca,Nicol zabrała mnie na zaplęcze
-zostaniesz zaraz wywalona,przez ciebie tarce kliętów-zaczęła mówić przez zęby
-dobraa-jękłam
-teraz nie masz,nikogo obsugiwać-rozkazała,a mnie ciekawiło czemu,była wpatrząna w pięciu mężczyznach,dwóch młodych,a trzech starszy,jednego poznałam,Usher,już wiem czemu nie mam jej przeszkadzać,ale zrobie jej na złość,jak to ja
-uu... który to twój mąż?-spytałam próbując nie wybuchnąć śmiechem
-nie żartuj sobie,to Usher i Justin Bieber-wskazała palcem na nich,to nie była Justyna,tylko Justin Bieber,ten pedałek,teraz to ja,mam cel, musze go obsłurzyć
-Jasmin ich obsłurzy-powiedziała i znikła z mojego punktu widzienia o nie,nie ma takiej mowy muszę coś wymyśleć,zauważyłam moją przyjaciółkę,którą zawołałam
-co jest?-spytała
-musisz mi pomóc,nie dam rady wyciągnąć tej skrzyni z magazynu-powiedziałam udając zmartwioną
-pomogę,a ty idź obsłuż kliętów-doradziła,och wiedziałam,że to powiesz,poszłam do kasy,biorąc notesik by zapisać co chcą zamówić,szłam w ich kierunku,kiedy nagle stanęłam jak wryta,brzuch mnie rozbolał,jakby stado motyli chciało się z niego wydostać,ale czemu?,nie chciałam o tym myśleć,musiałam wziąść się w garść i zobaczyć tego pedała z bliska,szłam i stanęłam
-co państwą chcą zamówić?-spytałam grzecznie
-ciebie -odezwał się,chłopak z czapką z daszkiem,to chyba Justin,napewno
-a ty jesteś Justyną?-spytałam,a całe grono się zaśmiało,co było tak zabawne,że się tak śmieli?
-zabawna jesteś-powiedział facet z brudką
-nie,nie jestem,on jest Justiną-powiedziałam oburzona,ci tylko wymienili się sporzeniami i śmiech na całą sale
-ale zabwane-zaśmiałam się wrednie-Just... coś,nie wiem jak ma na imie,bo zapomniałam,zadowoleni?!-spytałam zirytowna
-nie jestem Justin,mówią do mnie Alfredo-przywitał się
-zmieniasz imiona ?-spytałam zdziwiona
-nie,ja jestem Justin-od razu spojrzałam w kieunku,w którym zostałam odpowiedź,uśmiechnęłam się sztucznie,był przystojny,jak na pedała
-miło mi pewno jest ci ciężko,przy tylu facetach?-spytałam z żalem,on wiedział o co mi chodzi,bo zrobił się czerwony
-oceniasz mnie,a nawet mnie nie znasz-powiedział oschle-pustaczka-wyszptał,moja żyła na czole znów pulsówała,nie pozwole sobie na takie traktowanie
-dupek-odpowiedziałam wrednie-nikt mnie nie będzie obrażał-zaczęłam
-a mnie to można ?-spytał
-tak-odpowiedziałam
-oj bardzo państwa przepraszam,ona żałuje,że pana obraziła-zaczęła Nicol,która była wystraszona,spojrzałam na niego,a raz na nią
-nie żałuje-prysknęłam
-owszem,żałujesz i to bardzo,bo wylatujesz!!!-krzyknęła na całą sale-ciągle są z tobą problemy,zachowujesz się karygodnie!-krzyczała,nie było mi głupią,bo się jej nie bałam
-oj weź...-zaczęłam,ale nie dała mi ani słowa,by coś powiedzieć,suka
-Cassidy nie mam zamiaru tego powtarzać,zwalniam cię-powiedziała już spokojniej
-e tam,wal się suko!-pokazałam jej środkowy palec,po czym rzuciłam notesem o panele i wyszła do szatni,przebrałam się,kiedy chciałam wyjść,zatrzymała mnie przyjaciółka
-Cassidy,czekaj-zwołała
-no co?-spytała
-przykro mi,ale wiesz rozluźnisz się,bo czeka nas imprezka-zaczęła się uśmiechać,a ja znią.
                                                          ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Razem z Jasmin,balowałyśmy na imprezie,trochę wypiłam,jeszcze przed imprezą wciągnęłyśmy sobie,na rozluźnienie,impreza się toczyła
Podchodząc do baru z alkoholem,napotkałam przystojnego kolesia,nie wiem,czemu tak uważam bo nawet nie widziałam jego twarzy,bo miałam rozmazany obraz,ale ten jego zapach tak mnie przyciągał
-zatańczysz?-spytał zachrypniętym głosem,powodując u mnie dreszcze,gdy chwycił moją dłoń jakiś prąd przeszedł ,każdy mój czuły punk ciała,chłopak prowadził nas przez tłum,po czym stanęliśmy i wtedy jego twarz bardziej była wyraźna,chwycił mnie wtali,a ja kręciłam się do rytmu muzyki,gdy jego twarz zatopiła się  w moich włosach,zatrzymałam się
-podbam ci się ?-spytał
-jesteś przystojny-zaśmiałam się
-to co czemu tańczysz z pedałem?-spytał co mnie oszołomiło,że wróciłam na ziemie
-o co ci chodzi ?-spytałam

____________________________
pierwszy rozdział!
i jak podoba się?
wiemy już,że to Justin
Komentujcie!!!!

Prolog

Nazywam się Cassidy mam 18lat,jestem bardzo grzeczną i spokojną osobą,mam mnóstwo marzeń,które realizuje,żart.Jedyne marzenie to takie,aby w końcu być sobą,a nie udawać przy rodzicach inną osobę z dobrej rodziny,tak mam dwa różne światy,bycia sobą i dobrą córeczką tatusia.Nie jestem grzeczną i spokojną osobą,raczej wybuchową,moja szefowa,mówi do mnie "zbuntowna",jak i reszta moich znajomych i taka jestem.Imprezowanie to moje obyczaje,lubie dobrą muzę i wyluzowanych ludzi,którzy lubią się bawić,alkohol,nikotyna czy narkotyki,bez tego nie ma imprezy.Moja codzienność jest,chodzić do podmiejskiego wc,by ubrać się jak należy,a nie w jakieś słodkie,różowe cichy,które mi każą zakładać,wole ubierać się  w dres.Jak wspomniałam u góry moją szefową Nicol ma swoją restauracje w której pracuje,by troche denerwować Nicol,jednak pracuje tam ponieważ moja przyjaciółka Jasmine,też tam pracuje  i nie ma czasu spedziać czasu ze mną,więc po prosiłam Nicol by mnie przyjeła i tak zrobiła,po tym tego żałowała,gdyż uważa,że źle się odnoszę do kliętów,lol.Tata i Mama nie byli zadowoleni,ale zgodzili się,teraz pracuje u Nicol półroku.


_________________________________
Wiem nie wyszło mi,ale chce już 1 rozdział biorę się do roboty :D

BOHATEROWIE

Cassidy Wartin:












Justin Bieber:












Siostra Cassidy,Britney :












Mark Wartin(ojciec Cassidy i Britney):

Kelly Wartin(matka Cassidy i Britney ):                        
Julia(najmłodsza siostra Cassidy i Britney):
Taylor Lautner(chłopak Britney):